08 November 2011

Nieco filozoficznie o potrzebach tradycji przez konsumpcjonizm:)





O tym, że już w listopadzie tuż po Wszystkich Świętych mozna kupić czekoladowe mikołaje i bombki wiemy wszyscy. Zastanawiam się na ile to jest potrzeba naszego konsumpcjonizmu (wszak wszyscy kochamy świąteczne gadżety), a na ile potrzeba napędzenia gospodarki, przecież świąteczne tematy schodzą zawsze jak ciepłe bułki:)) Żeby zbytnio nie odbiegać od ogółu,  także w moim kreatywnym kramiku  ruszyła świąteczna machina:) Wysyłam kartki na święta, bo jestem tradycjonalistką. Ażeby wysłać do wszystkich, produkcję świątecznych karteczek zaczynam  tuż po wspomnianym święcie ...
Konsumpcjonizm, tradycjonalizm czy napędzanie gospodarki?
Konsumpcjonizm w tym znaczeniu należało by rozumieć jako potrzebę kupowania i zaspakajania swoich potrzeb może niekoniecznie najniższego rzędu (czyt: materiały do cardmakingu i scrapbookingu- tylko prawdziwa  scraperka wie ile kasy trzeba na to wydać;))
Tradycjonalizm w myśl mojego wywodu to, ten element, który łączy świat dzisiejszy z tym, w którym się wychowałam.Kiedy byłam dzieckiem- czekałam na kartki świąteczne, było ich dużo i miały fajne znaczki...

Tak czy siak, uczepiłam się motywu bombki. Wzór poprzednich lat, ubrany w nowe papiery (piękny zestaw Haiki i Zuzki) tworzą mimo starego motywu nowy, świąteczny obraz:)
Pozostaje mieć nadzieję, że jest wielu takich tradycjonalnych konsumpcjonistów napędzających gospodarkę  i w tym roku i do nas przyjdą życzenia świąteczne na papierze a nie na komórkę:)))) Tego sobie i tym, którzy myślą podobnie życzę:)

A w weekend miałam okazję poznać Pasiakową, Tores i Barbarellę:) To było mega udane spotkanie!

Pozdrawiam i dziękuję za komentarze po poprzednimi postami:)